W pośpiechu wsiedliśmy do starego pick-upa. Według Ghosta byliśmy już porządnie spóźnieni, mimo tego chłopak dalej nie chciał zdradzić na którą powinniśmy tam być ani dokąd się udajemy. Przez nasze spóźnienie chłopak chyba postanowił zamienić się w kierowcę rajdowego - mknął po ulicach jak szalony, a wiekowy samochód ledwo dawał radę narzucanemu tempu.
- Ghost, zwolnij... - Powiedziałam najspokojniejszym tonem jaki tylko umiałam z siebie wydobyć.
Chłopak nie wyglądał na zadowolonego, ale zrobił to, o co go prosiłam. Jeśli czytał mi w myslach wiedział, że to nie prędkości się obawiałam, a policji. On o niej na chwilę chyba zapomniał.
- Dziękuję.
Naszym celem okazał się niski budynek znajdujący się blisko centrum miasta. Od tyłu wyglądał wyjątkowo brzydki stary barak, gdy tylko ujrzałam szyld nad bocznym wejściem spojrzałam zdziwiona na narzeczonego.
- Warsztat samochodowy? - Zapytałam wciąż nie mogąc domyślić się dlaczego mnie tu przywiózł.
Ghost tylko potaknął zadowolony nie wiadomo z czego, objął mnie w pasie i wprowadził do środka. Gdy tylko przekroczyliśmy próg uderzył mnie intensywny zapach bezyny i zgiełk panujący w warsztacie. Po chwili podszedl do nas chudy, jasnowłosy chłopak z uśmiechem na twarzy. Przywitał się z Ghostem jakby znali się od zawsze i spojrzał na mnie zaciekawiony. Ghost przedstawił nas sobie i wyjaśnił mi w końcu cel przywiezienia mnie do tego warsztatu. Arron miał zdjąć mi obrożę. Tykowaty chłopak zaprowadził nas do swojego biura, gdzie usadził mnie na drewnianym stołku i od razu zajął się grzebaniem przy obroży tłumacząc, że ma niewiele czasu. Ghost natomiast oparł się o stare drewniane biurko i rozglądał się po pomieszczeniu.
- Jest tutaj Loreanne? - Zapytał w końcu przerywając ciszę. Arron podniósł głowę i się uśmiechnął.
- Wiedziałem, że o nią spytasz. Jest przy czarnym Porche na końcu warsztatu, ciężko je przeoczyć - odpowiedział mu, a ja zaczełam się zastanawiać kim jest owa Loreanne.
- Zaraz wracam - Ghost pogłaskał mnie policzku widząc jak zabijam go wzrokiem. Zaraz po tym wsyszedł z biura, przez co nawet nie miałam jak wyrazić swojego sprzeciwu.
- Kim jest Loreanne? - Zapytałam po dłuższej chwili. Ghosta dalej nie było, a ciekawość nie dawała mi spokoju.
- Jego druga miłość... - Zaczął, ale przerwał widząc moją minę i parsknął śmiechem. - To samochód - wyjaśnił, gdy tylko się uspokoił.
- Samochód? - Spojrzałam na niego zdziwiona.
- I to nie byle jaki samochód... - rozmarzył się na chwilę. - Szkoda, że mam go tylko na przechowanie - westchnął. - Kiedy skończymy Tony na pewną ci ją pokaże, a teraz przechyl głowę - przychylił moją głowę i wrócił do zdejmowania obroży.
Tony? - Zastanowiłam się i zmarszczyłam brwi. Dopiero teraz dotarło do mnie jak niewiele wiem o swoim narzeczonym. Do tej pory nie wiedziałam nawet jak naprawdę ma na imię.
Po serii wiercenia, stukania, podłączania kabelków do laptopa i łamania kodów. byłam w koncu wolna. Z ulgą rozmasowałam zesztywniałe mięśnie i podziękowałam Arronowi. Spojrzałam na zegarek. Zaskoczona stwierdziłam, że przesiedziałam na tym stołku prawie pięc godzin.
- Jakim cudem udało ci się wymknąć Strażnikom? - Arron spytał odkładając narzędzia do skrzynki.
- Jeden ze Strażników mi pomógł - odpowiedziałam wracając myślami do Chase'a i od razu dopadło mnie poczucie winy. - A ty jak się nauczyłeś zdejmować obroże? - Zmieniłam temat. Po chwili do biura wszedł Ghost, który oparł się o ścianę przy drzwiach i nie przerywał rozmowy.
- Kiedyś Strażnicy byli mniej ostrożni. Więcej zmiennokształtnych uciekało i było na czym się uczyć. Pierwsze obroże miały prostą konstrukcję - wzryszył ramionami. - Nic wielkiego.
- Nic wielkiego? - Wtrącił Ghost. - Stary, przecież dobrze wiesz, że jesteś ostatni. Resztę wykończyli Strażnicy.
- Niezbyt przydatna umiejętność na te czasy. W dotatku karą za nią jest śmierć.
- A jednak wciąż się tym zajmujesz... - Chłopacy łypali na siebie groźnie.
- Nie odmówiłbym staremu przyjacielowi w potrzebie... - Arron zaakcentował ostatnie słowa. Teraz obaj wyglądali jakby mieli zaraz rzucić się na siebie.
- Kochanie? - Przerwałam ich rozmowę, o ile tak to można nazwać, a Ghost spojrzał na mnie pytająco. - Może przedstawisz mi Loreanne? - Dokończyłam i od razu pociągnęłam go do drzwi nie dając narzeczonemu możliwości odpowiedzi. Wychodząc spojrzałam na Arrona chcąc się z nim pożegnać, ale zrezygnowałam, gdy zobaczyłam jego minę. Był całkiem blady i wyglądał na przerażonego. Przeczesał nerwowo włosy palcami i odwrócił się plecami do drzwi.
Przez większość drogi szłam za Ghostem zastanawiając się dlaczego Ghost i Arron tak nagle zmienili się w stosunku do siebie. Dręczyła mnie też reakcja blondyna, gdy wychodziliśmy. Mój narzeczony nagle się zatrzymał, a ja wpadłam na niego nie mając pojęcia co się dzieje. Ghost złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą w dół. Resztę drogi pokonaliśmy przeciskając się między tylnimi zderzakami samochodów, a ścianą.
~ Co się dzieje? ~ Zapytałam Ghosta nie mając pojęcia po co ta cała szopka ze skradaniem się jakbyśmy mieli zaraz wypłoszyć ten jego samochód z warszatu. Zatrzymaliśmy się tuż za ostanim samochodem, gdy obok niego przeszło dwóch Strażników. Spojrzałam przerażona na Ghsota.
~ Arron nas wydał ~ odpowiedział mi w końcu, a ja czułam jak zaczyna paraliżować mnie strach. ~ Gdy odejdą jeszcze kawałek wsiadaj do samochodu ~ Zaczekaliśmy jeszcze chwilę, po czym Ghost nacisnął powoli drzwi i zmusił mnie bym wsiadła do zabytkowego samochodu. On okrążył auto i po chwili do mnie dołączył. Wygrzebał z kieszeni kluczyki i wsadził do stacyjki. Przekręcając go zamknął oczy jakby modlił się o cud, który nie nadszedł. Loreanne wydała z siebie parę żałosnych odgłosów i ucichła, za to wśród Strażników podniosła się wrzawa, a sekundę wszyscy ruszyli na nas.
- Ghost? - Jęknęłam widząc zbliżających się Strażników i Loreanne dalej strojącą fochy przy kolejnych próbach odpalenia silnika.
***
- Ojcze? - Ray ostrożnie wszedł do biura Johna.
- Tak, synu? - John spojrzał na na ciemnowłosego chłopaka lekko się uśmiechając.
- Przyszedłem zdać raport - chłopak położył na biurku tekturową teczkę. John otworzył ją i z nieukrywaną ciekawością zaczął czytać dokument.
- Zaręczyli się? - Zmraszczył brwi. Nic tu mu nie pasowało.
- Tak... - odpowiedział szybko Ray, lecz po chwili się zawahał. - Chyba tak... Na to wyglądało, ojcze.
- Dobrze... - Mruknął i znowu pogrążył się w lekturze raportu. Ray cierpliwie czekał aż pozwoli mu odejść. John skończył czytać i odłożył teczkę z papierami na biurko. Nie wyglądał na zadowolonego.
- Gdzie jest Chase? - Zapytał oschle.
- Zgubiliśmy go - Ray odpowiedział spuszczając wzrok.
- Jakim cudem zgubiliście rannego wilkołaka?! - John nagle wybuchnął.
- Przykro mi, ojcze - wydusił z siebie Ray. Jego ojciec zerwał się nagle z fotela.
- Przykro ci?! Tyle masz mi do powiedzenia?! - Spojrzał na syna wzrokiem pełnym nienawiści. - Przykro ci będzie, jeśli go nie znajdziecie! Macie go znaleźć i przyprowadzić prosto do mnie. Zrozumiano?
- Tak - chłopak odpowiedział cicho.
- Dobrze, a teraz wynoś się stąd - John mruknął z powrotem siadając za biurkiem.
Ray ulotnił się z biura ojca najszbciej jak się tylko dało. Wychodząc z budynku pośpiesznie przekazywał rozkazy swojemu partnerowi.
- Od czego zaczniemy? - Ray spytał, gdy jechali drogą do centrum miasta.
- Chase jest ranny. Sprawdzimy szpitale, jeśli go tam nie znajdziemy pomyślimy nad czymś innym.
***
- Co to miało być? - Zapytałam siadając obok wpatrującego się tępo w ścianę hali Ghosta. Zmiennokształtny spojrzał na mnie nieobecnym wzrokiem, lecz po chwili powrócił.
- Oni są już wszędzie... - Mruknął pod nosem jakby nie wierząc w to co mówi. - Arron był jednym z Nich. To on nas wydał... Znałem go tyle czasu i nic nie zauważyłem... - Rzucił ze złością kamieniem, który głucho odbił się od ściany krusząc kawałek cegły.
- Przestań się zadręczać. - Złapałam go za rękę zmuszając tym samym by spojrzał na mnie. - Wydostałeś nas stamtąd. To jest najważniejsze. - Pocałowałam Ghosta w policzek, a on objął mnie ramieniem.
- Masz rację - stwierdziił i pocałował mnie w czubek głowy. Po chwili znowu pogrążył się myślach. Siedzieliśmy tak obok siebie przez dłuższą chwilę.
- Co teraz zrobimy? - Zapytałam przerywając panującą między nami ciszę.
- Myślisz , że kryjówka Chase'a jest wciąż bezpieczna? - Spytał, a ja skrzywiłam się słysząc imię wilkołaka. Wciąż bałam się momentu, gdy się obudzi i będę musiała mu o tym wszystkim powiedzieć.
- Wątpię. Pewnie namierzyli już ją przez numer telefonu jak dzwoniłeś do Arrona - odpowiedziałam zastanawiając się gdzie mamy się teraz zatrzymać.
- Też tak myślę - Zamilkł na chwilę i rozejrzał się po hali. - Zostaniemy tutaj - zadecydował i wiedziałam, że na nic zdadzą się moje protesty.
- Dobrze - zgodziłam się, a narzeczony spojrzał na mnie zaskoczony. - Musimy ukryć samochód. Ktoś mógłby zobaczyć go jadąc drogą - przypomniałam, a chłopak usmiechnął się zadowolony.
- Uczysz się - Ghost powiedział z powagą, po czym potarmowił mi włosy i zaczął uciekać.
- Ooo nie... Pożałujesz tego mój drogi! - Krzyknęłam i pobiegłam za nim.
Wieczór upłynął nam na zbieraniu gałęzi, wprowadzaniu samochodu do hali, sprawdzaniu terenu i zacieraniu śladów wokół naszej nowej kryjówki. Okazało się, że Loreanne, która dla reszty świata znana była jako Ford Shelby GT500 Super Snake, tylko raz okazała łaskę i pozwoliła by ją poprowadzić. Przez jej fochy musieliśmy wepchać ją do hali, co przy jej wadze wcale nie było łatwe. Gdy skończyliśmy, usiedliśmy wykończeni przy niewielkim ognisku. Wtuleni w siebie wpatrywaliśmy się w wesoło skaczące płomienie. Czułam przyjemne ciepło bijące od ognia i od Ghosta,a powieki robiły mi się coraz cięższe, aż w końcu pogrążyłam się w głębokim śnie.